W moim życiu są takie pozycje książkowe, do których często wracam, pomimo upływu lat. Ostatnio wpadłam na pomysł, żeby się tym z Wami podzielić, ponieważ ciepłe, majowe wieczory sprzyjają czytaniu. Nie ma nic przyjemniejszego niż spędzić czas wolny z kubkiem mrożonej hebraty na balkonie i dobrym czytadłem w ręce.
1. Małgorzata Warda – Środek lata.
Książkę po raz pierwszy znalazłam w Taniej Księgarni. Leżała lekko zakurzona półce. Skusiła mnie niska cena i intrygujący opis: pewnego dnia w Trójmieście ginie dziewczyna o imieniu Sylwia. Po roku bezowocnych poszukiwań dziennikarka popularnego pisma rusza na poszukiwania. Powieść pochłonęłam w kilka godzin. Jej największą zaletą są mocno zarysowane postacie i lekko oniryczny klimat.
2. Toibin Colm – Brooklyn
Jedna z debiutanckich powieści mojego ulubionego irlandzkiego pisarza, która doczekała się nawet adaptacji filmowej. Młoda dziewczyna wyjeżdża ze swojej ukochanej Irlandii do Ameryki, w poszukiwaniu lepszego życia. Jej tęsknota za domem nieco gaśnie, kiedy spotyka swoją pierwszą miłość. Czy aby na pewno to „ten jedyny”? Moim zdaniem książka nie jest klasycznym romansem. Porusza bardzo ważne kwestie: emigracja, próba ułożenia życia na nowo w obcej rzeczywistości. Dla osób dobrze znających język angielski polecam czytać w oryginale.
3. Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
Tę książkę znają chyba wszyscy (lepiej lub gorzej), bo wielu z nas omawiała ją w szkole średniej. Powieść opisuje nieco groteskowy obraz Rosji lat trzydziestych. Autor pokazuje nam wiele ponadczasowych wątków: odwieczną walkę dobra i zła oraz codzienne słabości ludzkiej natury.
4. Emily Brontë – Wichrowe Wzgórza
Historia tragicznej miłość przeplatanej zemstą. Cała opowieść rozgrywa się na terenie malowniczych angielskich wrzosowisk. To jedna z tych książek, do których lubię wracać ze względu na piękne opisy i cudowny język literacki. Niestety, pomimo całej otoczki nie udało mi się poczuć sympatii do żadnego z jej bohaterów.




















