NA MOŚCIE CZERWONYM
Tamtego dnia
na moście czerwonym
popołudnie miało smak poziomek
rzeka pulsowała niemrawo
życie było w naszych rękach
a ręce splecione.
Niebo płonęło
pożerając wyciszone miasto
a my zatracaliśmy się
w idyllicznym śnie
kołysani stukotem kół pociągu.
Tego popołudnia
pod mostem czerwonym
wyszeptane obietnice i przysięgi
rozeszły się echem
jak dreszcz po pocałunku
i zostały pomiędzy arkadami do dzisiaj.
Dorota Szawdzianiec




















